Bezpieczeństwo wpis #020
Sześć ustawień w pierwszym telefonie mojego siostrzeńca
Mój dziesięcioletni siostrzeniec dostał pierwszy telefon, a ja dostałem zadanie, żeby go „jakoś ustawić”. Klikanie zajęło godzinę, a najważniejsze okazało się pół godziny rozmowy z Frankiem i kartka z zasadami, która wisi teraz na lodówce.
Kuba 4 min czytania

Franek, mój siostrzeniec, ma dziesięć lat i od września idzie do czwartej klasy. Moja siostra Emilia uznała, że czas na telefon: będzie sam wracał ze szkoły i jeździł na basen. Telefon to jej stary smartfon po wymianie baterii. A mnie przypadła rola „tego od komputerów, który to ustawi”.
Usiedliśmy we trójkę w sobotę po obiedzie. Zajęło to półtorej godziny, z czego pół godziny to była rozmowa, a nie klikanie. I dobrze, bo rozmowa okazała się ważniejsza niż ustawienia.
Krok 1: konto dziecka, nie konto mamy
Najczęstszy błąd, jaki widzę: dziecko dostaje telefon zalogowany na konto rodzica. Wtedy ma dostęp do poczty rodzica, zdjęć rodzica, zapisanych kart płatniczych i wszystkich aplikacji. Plus rodzic dostaje powiadomienia o dziecięcych grach.
Lepiej założyć dziecku osobne konto, powiązane z kontem rodzica jako konto nadzorowane:
- na Androidzie służy do tego Family Link od Google: zakładasz dziecku konto Google z poziomu swojej aplikacji i od razu dostajesz narzędzia do nadzoru,
- na iPhonie dziecko dodaje się do Chmury rodzinnej, a nadzór ustawia się w funkcji Czas przed ekranem.
Oba systemy pozwalają zarządzać telefonem dziecka z telefonu rodzica. Nie trzeba za każdym razem zabierać dziecku telefonu, żeby coś zmienić.
Hasło do konta Franka zapisaliśmy w menedżerze haseł Emilii. Tak, tym samym sposobem, który opisywałem przy przesiadce moich rodziców z zeszytu na menedżer haseł. Rodzinna tradycja.
Krok 2: zatwierdzanie aplikacji i zakupów
Ustawiliśmy tak, że każda nowa aplikacja wymaga zgody Emilii. Franek klika „zainstaluj”, a Emilia dostaje prośbę na swój telefon. Na początku przychodziło ich dużo, po dwóch tygodniach już mniej.
Obowiązkowo:
- zakupy w aplikacjach zablokowane albo wymagające zgody rodzica,
- żadnej karty płatniczej podpiętej do konta dziecka,
- filtry wiekowe w sklepie z aplikacjami ustawione na wiek dziecka.
Gry dla dzieci potrafią być najdroższymi aplikacjami na świecie, jeśli zakupy są odblokowane. Słyszałem historie o kilkuset złotych wydanych na wirtualne monety w jedno popołudnie.
Krok 3: czas przed ekranem
Tu nie ma jednej dobrej odpowiedzi, każda rodzina ustala swoje. Narzędzia pozwalają:
- ustawić dzienny limit czasu na telefonie lub na konkretne aplikacje,
- ustawić „przestój”, czyli godziny, w których telefon działa tylko do dzwonienia (u Franka od 20:00 do 7:00),
- zostawić zawsze dostępne wybrane aplikacje, na przykład telefon, wiadomości i mapę.
Ustaliliśmy z Emilią, że limity dotyczą gier i wideo, a nie wszystkiego. Franek może bez limitu dzwonić do mamy i słuchać audiobooków.

Krok 4: treści i przeglądarka
- Filtry treści w przeglądarce i w wyszukiwarce (tryb bezpiecznego wyszukiwania). Nie są doskonałe, ale odfiltrowują najgorsze rzeczy.
- Serwisy wideo w wersji dla dzieci lub z kontem nadzorowanym zamiast zwykłej wersji.
- Media społecznościowe: na razie nie. Popularne serwisy społecznościowe w regulaminach wymagają, żeby użytkownik miał co najmniej 13 lat. Franek ma dziesięć. Tłumaczyliśmy mu to nie jako karę, tylko jako zasadę, tak jak z filmami od 12 lat.
Krok 5: lokalizacja i bezpieczeństwo
Włączyliśmy udostępnianie lokalizacji telefonu mamie. Ale z Frankiem rozmawialiśmy o tym otwarcie: wie, że mama widzi, gdzie jest telefon, i wie po co. Nie chodzi o śledzenie, tylko o to, że gdy się spóźnia z basenu, Emilia nie musi dzwonić na komisariat.
Dodatkowo:
- blokada ekranu kodem, który zna Franek i mama,
- numery alarmowe i „ICE” w kontaktach: mama, tata, ja, babcia, a w informacjach medycznych telefonu grupa krwi i alergia,
- wyłączona lokalizacja w aplikacjach, które jej nie potrzebują, na przykład w grach i aparacie.
Krok 6: rozmowa, czyli najważniejsza część
Żadne ustawienia nie zastąpią tego, co dziecko wie. Z Emilią przegadaliśmy z Frankiem kilka zasad, prostym językiem:
- Nie odpisujemy obcym. Jeśli pisze ktoś, kogo nie znasz, pokazujesz mamie.
- Nie klikamy linków z SMS-ów i wiadomości, nawet jeśli obiecują darmowe monety do gry. Oszuści piszą też do dzieci, a mechanizm jest ten sam, co w SMS-ach o dopłacie do paczki.
- Nie podajemy nikomu adresu, szkoły ani zdjęć, także w grach z czatem.
- Jeśli zobaczysz coś, co cię przestraszyło albo zdziwiło, mówisz mamie. I nie ma za to kary. To zdanie powtórzyłem trzy razy, bo na nim opiera się cała reszta. Dziecko, które boi się, że straci telefon, nie powie o problemie.
Spisaliśmy to na kartce i Franek ją podpisał. Wisi na lodówce. Śmieszne? Trochę. Ale działa, bo to jego umowa, a nie nasz zakaz.
Po dwóch tygodniach
Franek pisze do mnie SMS-y z emotkami, których znaczenia nie znam. Dwa razy przyszedł do mamy z wiadomością od „nieznanego numeru” i raz z linkiem do „darmowych diamentów w grze”. Oba razy dostał pochwałę. Emilia raz na tydzień przegląda z nim ustawienia i czas przed ekranem, razem, a nie za jego plecami.


