Bezpieczeństwo wpis #034
Windows 10 dostał jeszcze rok. Co z laptopem rodziców?
W kalendarzu mamy od roku wisiała kartka z datą 13 października i dopiskiem „Windows”. Pojechałem do Wejherowa przygotowany na koniec aktualizacji, a na miejscu okazało się, że Microsoft po cichu dorzucił domowym komputerom jeszcze jeden rok. Laptop i tak dostał przegląd.
Kuba 4 min czytania

Rok temu, kiedy Windows 10 oficjalnie przestał być wspierany, zapisałem laptopa rodziców do programu rozszerzonych aktualizacji bezpieczeństwa, czyli ESU. W wariancie bez opłat, przez konto Microsoft. Mama zapisała na kartce w kalendarzu kuchennym „13.10 Windows” i podkreśliła dwa razy. Tata od tamtej pory co kilka tygodni pytał, czy „to już”.
W zeszłą sobotę przyjechałem do Wejherowa z przekonaniem, że to już. Usiadłem przy kuchennym stole, mama postawiła herbatę, tata przyniósł laptopa w etui, w którym kiedyś był mój. Zanim cokolwiek kliknąłem, sprawdziłem jeszcze stronę Microsoftu. I tu niespodzianka.
Termin przesunął się na 2027
Program ESU dla komputerów domowych miał się skończyć 13 października 2026. Microsoft w czerwcu zaktualizował swoje strony i dziś podaje inną datę: 12 października 2027. Bez wielkiego ogłoszenia, po prostu nowy termin w dokumentacji. Kto był już zapisany, nie musi nic robić, ochrona przedłuża się sama.
Brzmi jak dobra wiadomość i nią jest. Ale to dalej przedłużka, a nie nowy system. ESU daje tylko poprawki bezpieczeństwa, żadnych nowych funkcji, żadnej pomocy technicznej. To jest rok na spokojną decyzję, a nie zaproszenie, żeby o sprawie zapomnieć.
Mama skreśliła starą datę i dopisała nową. Tym razem podkreśliła raz.
Pięć minut sprawdzania
Skoro już siedziałem przy laptopie, zrobiłem to, po co przyjechałem. Jeśli masz w rodzinie komputer z Windows 10, możesz to powtórzyć sam.
- Czy ESU działa. Ustawienia, potem Windows Update. U rodziców na górze był komunikat, że komputer jest zapisany do rozszerzonych aktualizacji. Jeśli widzisz zamiast tego przycisk zapisu, to znaczy, że komputer nie jest objęty programem.
- Wersja systemu. ESU działa tylko na Windows 10 w wersji 22H2. Sprawdzisz to, wpisując w wyszukiwarkę menu Start „winver”.
- Ostatnia aktualizacja. W historii aktualizacji powinny być wpisy z ostatnich tygodni. U rodziców ostatnia była sprzed miesiąca, czyli w porządku.
- Konto Microsoft. W Europie darmowy wariant wymaga logowania kontem Microsoft. Według dotychczasowych zasad trzeba się nim zalogować przynajmniej raz na 60 dni, inaczej aktualizacje mogą przestać przychodzić. Tata loguje się codziennie, więc tu spokój.
Wszystko się zgadzało. Tata uznał, że skoro tak, to można zamknąć laptopa. Nie zamknąłem.

Czy ten laptop uciągnie Windows 11
Na to pytanie odpowiedź znałem już rok temu, ale sprawdziłem ponownie, bo rodzice chcieli zobaczyć to na własne oczy. Darmowa aplikacja Microsoftu do sprawdzania kondycji komputera (PC Health Check) w kilka sekund mówi, czy sprzęt spełnia wymagania Windows 11.
U rodziców: nie spełnia. Procesor jest spoza listy obsługiwanych, laptop ma swoje lata. Te same wymagania (między innymi moduł TPM 2.0 i procesor z listy) zdecydowały o wymianie dwóch komputerów u wujka Leszka, o czym pisałem przy naprawie starego komputera w biurze.
Jeśli u ciebie aplikacja pokaże zielone światło, sprawa jest prosta: aktualizacja do Windows 11 jest darmowa i najlepiej zrobić ją w ciągu tego roku, w spokojny weekend, a nie w panice we wrześniu 2027.
Czego nie robię na komputerze, na którym tata loguje się do banku
W internecie znajdziesz sposoby, żeby wcisnąć Windows 11 na komputer, który nie spełnia wymagań: zmiany w rejestrze, przerobione obrazy instalacyjne, „gotowe paczki” z forów. Na swoim zapasowym laptopie do zabawy może bym spróbował. Na komputerze rodziców nie. Powody są trzy:
- Microsoft nie gwarantuje aktualizacji na niewspieranym sprzęcie. Można skończyć z nowszym systemem, który nie dostaje poprawek, czyli gorzej niż teraz.
- Paczki z forów to cudzy kod. Nie wiem, kto je przygotował i co do nich dodał. Na komputerze z dostępem do konta bankowego to za duże ryzyko.
- Tata musi umieć z tego korzystać. Każda większa zmiana na ekranie to tydzień telefonów do mnie. Przeżyję, ale bank nie powinien być polem doświadczalnym.
Z tego samego powodu nie instaluję „przyspieszaczy”, „czyścików” i programów, które obiecują ochronę starego systemu. Przeglądarka aktualna, menedżer haseł, aktualizacje włączone. Tyle.
Kopia, zanim cokolwiek się zmieni
Przy okazji sprawdziłem drugi dysk, który trzymam u rodziców w szufladzie. To moja kopia poza domem, a przy okazji ich kopia zdjęć i dokumentów z laptopa. Podłączyłem, odświeżyłem, sprawdziłem, czy pliki się otwierają. Jeśli za rok laptop pójdzie na emeryturę, przeniesienie danych zajmie godzinę, a nie cały weekend. Zasada, którą się kieruję, jest opisana w tekście o kopii zapasowej 3-2-1.
Plan na następne dwanaście miesięcy
Ustaliliśmy przy herbacie trzy rzeczy:
- Do wiosny nic nie zmieniamy. ESU działa, laptop działa, tata płaci rachunki jak dotąd.
- Latem szukamy nowego laptopa. Bez pośpiechu, z porównaniem kilku modeli i bez kupowania czegoś „na wyprzedaży, bo pan w sklepie mówił”.
- Najpóźniej we wrześniu 2027 przenosimy dane i hasła na nowy komputer, a stary dysk kasuję porządnie, zanim laptop trafi do punktu zbiórki.
Mama zapytała, czy w takim razie mogą jeszcze rok spać spokojnie. Powiedziałem, że tak, pod warunkiem że nikt nie będzie klikał w okienka z napisem „Twój komputer jest zagrożony, zadzwoń”. Tata odpowiedział, że takich nie klika, bo i tak robi zrzut ekranu dla mamy. Mama ma na to folder.


